Zwykle to, co odkrywamy po samodzielnych bojach, odkrył już przed nami ktoś inny, używał, nosił lub choćby tylko nosił się z zamiarem...
Blog > Komentarze do wpisu

Fasimba

Rysiek zajada hamburgera... ale widzę, że idzie mu niesporo, a mówił, że głodny...

– Wiesz... – tłumaczy – oczy jedzą, ale żołądek zrobił się jakiś taki... A w ogóle to dziwny ten mróz w tym roku. Niby jest -8, a czuję jakby było -15.
Ma na sobie 3 kurtki, na głowie 3 kaptury. Broda mu urosła. Za paznokciami czarna żałoba, ale... nie śmierdzi – generalnie jak na swój stan, to czysty jest. Jak on to robi?
– Nie martw się, nie martw. Rysiek zawsze sobie radę da... Tylko teraz wiesz, zimno. Chciałoby się coś ciepłego zjeść. A ostatnio jak prosiłem jednego to mi wiesz... jabłko dał. I jeszcze zaprosił mnie na pakę. Myślę, kanapkę dostanę,  herbaty, ale nie. Ten miał tam skrzynki z jabłkami. Wyciąga jedno i uważasz to jabłko mi daje. Jedno jabłko? W taki mróz?!
Ale wiesz.. co się robi, jak chcesz mieć fajki? Nie takie kipy, tyko normalne. Wiesz jak to się robi? Jak widzisz, że gość wychodzi ze sklepu, to wtedy go łapiesz... I to najlepiej faceta, bo babka to wróci i Ci jeszcze bułkę kupi. A facet jak wychodzi, to już przecież wracał nie będzie, nie będzie mu się chciało, więc prędzej da Ci kasę niż co innego. No powiedz, wyszłaś, zapłaciłaś, nie zrobiłabyś tak? No nie zrobiłabyś tak? 
Patrzę na niego spod oka, ale nie ma co się złościć. Na takie życie... 

Pije kawę i cieszy się jak głupi do sera. Opowiada mi różne historie, o tym co widział, gdzie bywał i co czytał, bo ludzie tyle gazet wyrzucają, a i książki... Ale niech poczekam, ma wyjątkową historię. Na przykład o jednym swoim wielkim rozczarowaniu. 

 – Więc jak siedzisz w biurze, to nie widzisz ile tych wypadków, co najwyżej potem jak już policja, erka i straż przyjadą. A jak się cały dzień drepcze po mieście... to co innego. I jednego razu słyszę pisk. Taki samochodzik mały wpadł w poślizg i bums w słup. Szarzało już, ale widzę, że tam dosłownie w sekundę, biało się w środku zrobiło, i cholera jakiś dym? Ratować! Skoczyłem, szarpię się z tym drzwiami, jeszcze jakiś facet podleciał. Ciężko było, ale doszarpaliśmy się jakoś. A tu baba cała w poduszkach powietrznych, kurwa, z przodu z tyłu, z boku też chyba. I wiesz, okazało się, że jak one się otwierają, to w zasadzie leci dym. Ale skąd to człowiek może wiedzieć? No więc patrzymy, a tu te poduszki! I cholera, nie dała nawet 10 zł za to ratowanie, tylko wyszła jak pijana, ty sobie wyobrażasz? Nic jej się nie stało! Ten facet pogotowie wezwał, ale ona cała była w tych poduszkach. Wiesz jak trudno było nam wyszarpać te drzwi? Nieraz nawet straż nie da rady otworzy, a myśmy dali. Ale żeby nawet paru groszy nie zaproponować...?
– Słuchaj – mówię mu – to nie dziwne, taki wypadek to duży szok.
Cmoka i kręci głową. Pije kawę i bierze ode mnie gazety.  
– Nienawidzę cię, Fasimba – łapię w powietrzu brodaty uśmiech.
– Nienawidzę cię, Ch’ aka... – odpowiadam. Przez głowę te wszystkie głupstwa przelatują, które to Ryśka zmarnowały. Odganiam ręką, jak dym.

Podwożę go na działki. Jazda samochodem osobowym to dla Ryśka rzadkość, ale nie świruje za bardzo, tylko robi małpę, rozśmiesza Taro-chana. Na spotkania ze mną specjalnie nie pije. To miłe. Wypytuje małego o szkołę. Każdy mijany zakątek miasta komentuje i okrasza historyjkami, które mu się przydarzyły przez ostatnie lata. Niektóre już słyszałam, innych jeszcze nie. Zawsze na śmiesznie, zawsze... jak zwykle. Nie wiem ile w tym prawdy – zawsze świetnie koloryzował. Świat wydawał się zbyt szary. Taro zaśmiewa się aż traci dech. 
– Jaki... fajny ten... wujek... – wysapuje wreszcie.  – Jakie to wszystko śmieszne...
Rysiek pokazuje, gdzie go wyrzucić. O tu... wystarczy. Kupi sobie jeszcze papierosy i odda 5 zł. Dług honorowy. Honorowy... – myślę. Wiadomo, że jak nie odda, nikt mu tam pewnie na krechę więcej nie da.
– Jakby duży mróz był... idź do przytuliska – proszę.
– Nie bój się, Fasimba, dam sobie radę. – A tam to tylko wszy w tych kocach... Ja sobie ciepłą klatkoską znajdę.
– Ale co sobie znajdziesz?! Wszędzie teraz domofony!
– Spokooojnie... Widzisz te 16-piętrowce? – robi oko. Nie do końca rozumiem, ale wierzę, że nie zamarznie.
Wyrzucam Ryśka na pętli autobusowej, zawracam. 
– Nie bój żaby, Fasimba, jeszcze się zobaczymy – mówi na odchodnym.
Wierzę, zawsze przyjemnie zjeść coś jak ktoś stawia... Ale nie w tym rzecz, to nie w tym rzecz...
Kolejny wieczór za nami. Taro rozbawiony długo nie może zasnąć. 

Zaczynają się ferie. Jutro niczego nie będziemy się uczyć. NICZEGO... będziemy się tylko śmiać. Kiedyś trzeba... odpocząć. 

sobota, 11 lutego 2017, tani1

Polecane wpisy

  • dokładnie 25 lat

    Dzieli mnie od Nagasaki To trochę tak, jakby urodzić się 1 listopada. Dziś film o Hiroszimie. I kto by kiedyś pomyślał, że potem będę miała w domu cząstkę Japon

  • Złodzieje czasu...

    Złodzieje czasu, prawdziwi złodziejekradną czas sobie, dziwnie się tak dziejeże tylko ociupinkę jeszcze tam czy tupopracują, ukradną sobie trochę snu… 

  • Na ulicy Edelweiss...

    ...kwitną róże wszystkich kolorów, ulicą Edelweiss przechadzają się leniwie bezpańskie psy. Na ulicy Edelweiss domy biedne i domy bogate stoją opierając się o s

Komentarze
2017/02/12 10:40:00
Dobry człowiek, dobra Ty...
"niesporo" - tak mówi się u mnie w domu,
zapomniane, piękne słowo. :)

Ściskam Was mooocnooo! :)
-
2017/02/12 12:00:56
Nie chodzi o to czy jestem dobra czy nie, bo człowiek nie zawsze bywa miły i sympatyczny, ale chciałabym zapisać to, co widzę, co myślę o ludziach.
Mam kolejne pomysły, tylko czasu brak, ale jak skończę 2 część Do Adolfów". 650 stron komiksu gęsto usianego tekstem, to będę miała więcej czasu na pisanie. :)

A co do słów, to zbieram je z wielu lektur, z wielu miejsc, w których mieszkałam i od wielu ludzi, których poznałam :). To bardzo ciekawe. Ostatnio dostałam od znajomego książkę Kazimierza Kutza Piąta strona świata" o Śląsku, z mnóstwem tamtejszego słownictwa, którego nie zdążyłam poznać. Arcyciekawa rzecz. Macham :D
-
2017/02/12 14:16:49
Wiem, wiem... czytałam i historia
mnie połknęła, chciałabym więcej,
ale nie chciałabym, aby był koniec.
-
2017/02/16 10:16:46
Smutna ta historia... Jak wiele, których słyszę na ośrodku tutaj. Ja jeszcze się nie przyzwyczaiłam, że nie można pomóc niektórym z tych ludzi, bo oni zwyczajnie tej pomocy nie chcą. A już z pewnością pomocą nie jest danie takiemu człowiekowi złotówki pod sklepem... Ale to dłuższa historia, może się kiedyś wezmę i napiszę w końcu coś na swoim blogu, bo leży odłogiem ;)
buziaki dla Ciebie
-
2017/02/16 12:54:26
Witaj, Donko. :). Problem zawsze jest ten sam, nie chodzi o to jak pomóc, ani czy pomóc, ani czy ktoś nawet chce... tylko czy ktoś wierzy w potrzebę zmian. Większość z nas jednak, którzy nie wierzą już... nie odczuwa takiej potrzeby.

View My Stats