Zwykle to, co odkrywamy po samodzielnych bojach, odkrył już przed nami ktoś inny, używał, nosił lub choćby tylko nosił się z zamiarem...
Blog > Komentarze do wpisu

Vol 1.8 kremowy

...a czasem sinawy, ale częściej wydaje się na kremowym. Książki do czytania... Książka na takim papierze objętościowym typu np. ecco book jest lżejsza. On udaje grubszy, a jest cieńszy i to wszystko dlatego. Jaka jest różnica w ciężarze można przekonać się samemu... wziąć paczkę (20-40 sztuk) książek wydrukowanych na białym, dziewięćdziesięciogramowym papierze offsetowym, a potem przenieść dla przykładu paczkę książek drukowanych na bulku lub ecco booku. Objętość i format mogą być takie same, a jaka ulga. Tylko papiery objętościowe łatwiej żółkną i, oczywiście szybciej wchłaniają wilgoć. Dla mnie to istotne, bo zwykle czytam w wannie. A co to jest 1.8? To tzw. volumen czyli pulchność papieru. Papier offsetowy, biały ma volumen 1,0, a inne, te objętościowe, spulchniane o 1,3 do 2,0. Generalnie więc mimo, że papieru mamy tyle samo, waży on mniej. Prosta sprawa.

Ostatnio – mimo że mam wstęt do czytania – czytam więcej. Mówią, że człowiek w miarę inteligentny jest niejako zobligowany... czytać. Czytam zatem, bo też nic co sama piszę nie podoba mi się dostatecznie. Jednak to, co wymyślam, musi odleżeć swoje w szufladzie. Potem się na to spojrzy i poprawi. 

Czytam w wannie, wieczorem, książki nasiąkają wilgocią z łazienki, powiększają optycznie swoją objętość, czasem się kartki tak... pofalują... hm... no cóż. Jeśli o to chodzi jestem nieporządna, a zadań wystarczająco wiele na usprawiedliwienie.

Ukrainka – pani Kosmowskiej. Niby dobra. Styl świetny. Tak te zdania autorka składa, że przyjemność bierze czytać. Zachwycam się na początku i wchłaniam historię zmyśloną, ale pięknie pisze kobita. I co? I kryminał z szalonym bohaterem się okazuje? Wariat, który zabija... Bo tatuś niedobry, bo mamusia... I jeszcze w dodatku te romanse typowe dla mężczyzn i rodzina rozdramatyzowana. Nieeee... Lwie, Nikołajewiczu, gdyby poczytał Pan współczesne czytadła zapewne dwa razy by się Pan zastanowił nad słynnym pierwszym zdaniem do Anny Kareniny. Schematy rodzin nieszczęśliwych... są tak powtarzalne... a rodziny szczęśliwe potrafią być szczęśliwe tak różnorako i swoiście... Tak czy inaczej wszystko u Kosmowskiej okazuje się nieszczęściem i szkoda. Szkoda też, że autorka powtarza schematy zaobserwowane w Dziewczynach ze Lwowa (które namiętnie oglądał Taro, więc i ja trochę). A może to ona pisała ten scenariusz do filmu? Nie wiem... Ale jedno z drugim ma zbyt wiele wspólnego.

Mistrzostwem gatunku nieszczęść jest Kolonia Karna Tomasza Jastruna – studium rozczarowania małżeństwem jako takim. Niestety, wiele rzeczy prawdziwych, ale i parę wydumanych. Zastanawiam się, czy wszystkie pary z czasem zaczynają wspólnie korzystać z toalety w swojej obecności? Chyba to jakieś przedziwne wyjątki są... ;) Zastanawiam się też, czemu autor wspomina o poważnych problemach dotyczących dzieci tak na marginesie, po czym na marginesie stwierdza, że to się dało załatwić za pomocą jakiejś krótkiej terapii. No w każdym razie wzajemna nienawiść małżonków z latami narasta (co się zdarza) i żadne z nich nie czuje się w obowiązku zaradzić sytuacji ani ustąpić (co już zdarza się rzadziej). Zdradzają się na prawo i lewo. Wiecznie mają do siebie tylko i wyłącznie pretensje. I też u każdego z nich autor grzebiąc w przeszłości, stwierdza, że rodzice popełnili fatalne błędy... Oni sami zaś są jakby obojętni wobec dzieci. Wydaje mi się, że autor albo dzieci nigdy nie miał, albo sam nigdy się nimi nie interesował, więc dlatego nie czuje tematu. Jednym słowem – nie zakładajcie rodzin, nie pobierajcie się – nie ma sensu. 

Przyglądam się swojemu życiu i oczywiście też można byłoby zrobić z tego niezłe nieszczęście. I ono czasem tak wygląda... nie najlepiej jak i u Was (tak, tak, się tutaj proszę mi nie zarzekać, że macie cud-miód i orzeszki) Nieraz bywa szarość, ciężka praca, nieprozumienia, czasem irytacją, czasem nawet awantura, nierzadko rezygnacja... No więc można by... Ale po co? Nie lepiej spróbować coś łagodzić, naprawiać, odbiegać od szarości? Razem iść do kina, do teatru, popatrzeć na dziecko jak bryka i wspólnie się nim cieszyć? Wyjechać razem i popatrzeć na świat, jaki piękny jeszcze nie do końca zniszczony... No? ;) Tak sobie myślę. Pan Jastrun może napisał coś ku przestrodze, coś przerysowanego... tylko po to, żeby mieć parę groszy z wydania, a może istotnie jest rozczarowany i chciałby o tym coś światu... prawda? Ja nie wiem... Wiem, że książka jest ciekawa edytorsko. On i ona  po dwóch stronach barykady. Podwójna pierwsza okładka z obu stron blok może być czytany – wystarczy obrócić i odwrócić do góry nogami. To mi się podoba, to ładny pomysł. Niestety, treść ponura jak wszyscy diabli.

Piąta strona świata – Kazimierza Kutza – ciekawie napisana bo dużo śląskiej gwary (przy czym autor tłumaczy nieznane wszechpolakom słowa, więc to da się w sumie zjeść. Warto przyjrzeć się śląskiemu problemowi, bo on jest tak samo ważny, jak nasze ogólnopolskie kompleksy. Nie ukrywam, że tę książkę czyta mi się najlepiej, choć nie jest łatwa w odbiorze zarówno ze względu język jak i sposób ułożenia wątków. Kutz drąży genealogię śląskich rodzin. Luźno opowiada o życiu trudnym, zwykłym i brudnym, ale bardzo pracowitym w sposób prawdziwy. Być może to losy prawdziwych rodzin i ludzi? Na to wygląda. Prawdę się wyczuwa. Bardziej lub mniej urocza/dramatyczna/przerażająca fikcja zawsze jakoś (poza komediami może) wydaje mi się coraz bardziej zbędna.  Dlatego ludzie, o których sama od czasu do czasu próbuję coś pisać istnieją naprawdę.

A Pan Kazimierz pisze: Do dziś odrabiamy poniemieckie lekcje, a Polska zapatrzona w swoje historyczne urazy niczego co śląskie nie rozumie i mrozi nas chłodem. Minęła co najmniej kopa lat od naszego scalenia, a ona nadal trzyma nas w sieni i nie dopuszcza do swojego kafloka. 

Ciągle zadaję sobie pytanie po co czytać beletrystykę? Żeby znaleźć trochę prawd i nieprawd, które już znam? Żeby dostrzec w co drugiej, albo nawet w każdej powieści schemat, który wpaja się na zajęciach z historii literatury? Bohater przechodzi takie to a takie koleje losu, po czym zwrot, punkt kulminacyjny i pach, rozwiązanie historii, a jeszcze dramatyzm... Nie wiem. Wydaje mi się, że do pewnych książek nie mam już serca i to od dawna. Ale... dostałam Skvorecky’ego... no... gruby bryk, zaczyna się mętnie... nie brak w nim jednak słynnej czeskiej nieznośnej lekkości bytu. A właściwie inaczej. Gdy oni piszą, wydaje się, że niosą te życiowe problemy z jakąś niewyobrażalną przedziwną lekkością, z przymróżeniem oka. Nie wiem, czy to mi się podoba. Jestem przedstawicielką Winkelrieda i Chrystusa narodów, więc moja wewnętrzna mroczność przeciwstawia się czeskiemu widzeniu świata. Anglosaski sposób jego odbierania zresztą też jest mi obcy, podobnie jak francuski. Najbliższe mojemu poczuciu wartości są takie pozytywistyczne organiczne bzdurki jak, głupiostasiobozowski i pragmatycznowokulski (poza idiotycznym zauroczeniem pewną lalką). Tak. Więc mimo, że nie wiem, czy mi się to podoba, myślę sobie czasem... A MOŻE TAK WŁAŚNIE NALEŻY?

niedziela, 05 marca 2017, tani1

Polecane wpisy

  • Niedziela czyli zwykłe radości małych chłopców

    2 zmiany ciuchów i 2 pary butów do prania... upaprane w glinastej ziemi No właśnie piorą się buty. Delikwent ubrudził nawet najładniejszą czapkę. Na pytanie, gd

  • Czwartek

    Obudziłam się jak zwykle zwarta i gotowa do boju. No nie... nie jak zwykle. Ostatnio dopadają mnie pierwsze jesienne liście na głowie. Podobno to może być niedo

  • Malyna

    Zasadzona w zeszłym roku mała sadzoneczka ma już owoce. I nie są to owoce z drzewa złego i dobrego, a z krzaczka maliny. Zrywam i zjadamy po 2-3 regularnie. A m

Komentarze
2017/03/05 21:04:52
Zajmujące rozważania w wannie. Że też tak Ci się chce. Czytać i jeszcze wgłębiać się w zawiłości treści.
Zazdroszczę Ci erudycji i umiejętności poprawnego pisania krytycznych rozprawek.
Pozdrowienia dla Ciebie i chłopaków.
-
2017/03/06 10:41:31
Mnie ostatnio ciągnie do Iwaszkiewicza
i Rylskiego, tak jakoś.
Macham Wam i cmokam!:)


View My Stats