Zwykle to, co odkrywamy po samodzielnych bojach, odkrył już przed nami ktoś inny, używał, nosił lub choćby tylko nosił się z zamiarem...
Blog > Komentarze do wpisu

Na ulicy Edelweiss...

...kwitną róże wszystkich kolorów, ulicą Edelweiss przechadzają się leniwie bezpańskie psy. Na ulicy Edelweiss domy biedne i domy bogate stoją opierając się o siebie jak rodzeństwo, któremu nie da się pomóc w biedzie, ani zrujnować ze szczętem, bo każdy żyje jednak tylko tak, jak umie.

Na zakrętach uliczki kryją się małe sklepiki pełne wszystkiego, co potrzebne na teraz i bliskie jutro. W opasanych łańcuchami lodówkach chłodzą się napoje gazowane, mleko i jogurty. Obok lodówek automaty sprzedają kawę i kakao za grosze... W wielkich blaszanych śmietnikach buszują chude koty.

Po ulicy Edelweiss jeżdżą drogie auta i biegają półnagie dzieciaki w tanich klapkach. Brązowa skóra, wielkie czarne oczy w ciemnej oprawie, czasem wysokie kości policzkowe, zmierzwione włosy, płaskie azjatyckie nosy. Gorąco, plastikowe buty, podkoszulki, opalone ramiona... Pojawia się wrażenie, że ta ulica biegnie nie tak blisko znów, a o pół świata dalej na zachód, gdzieś za tropikalnym oceanem.



W podcieniach malutkich podwórek plastikowe stoliki i krzesła. Mężczyźni piją kawę, piwo, palą papierosy... Kobiety podlewają kwiaty, wieszają pranie, głaszczą piękne wypielęgnowane pieski... Nie co dzień. Niektórzy wstają jeszcze w nocy – robią inwentaryzacje w swoich sklepikach, przyjmują towar, pieką bułeczki, które sprzedają potem w małych przydomowych budkach.

Na ulicy Edelweiss z pozoru nic się nie dzieje. W niedokończonych szkieletach ubogich domów, za firankami ze schnącej na sznurkach bielizny toczy się zwykłe życie, a tuż obok równie zwyczajne zdania toną w rozgrzanym powietrzu, przelatując poprzez rozchylone miękkie zasłony w ciepłych barwach.

 

Ulicą Edelweiss turyści spacerują do centrum małego kurortu. Z małej piekarni płyną zapachy rożków z czekoladą, sezamem i słonym serem...
Spomiędzy nierównych płyt chodnikowych wyciągają się ku słońcu dzikie figowce.

Kwiaty wszystkich kształtów i kolorów cieszą oczy przechodniów, lecz nie znajdziesz na ulicy Edelweiss ani jednej górskiej szarotki, tylko wiatr przynosi czasem sól znad szmaragdowego morza. Tak jest w lecie, a w zimie co? To wiedzą tylko mieszkańcy ulicy Edelweiss – różnokolorowi, różnokształtni, różnomajętni. 

Ale szczęść i nieszczęść nie zważysz ani w biednych ani w bogatych domach na ulicy Edelweiss, tak jak na żadnej innej, nawet na tej, którą zdawało by się znasz od podszewki.

czwartek, 22 czerwca 2017, tani1

Polecane wpisy

  • dokładnie 25 lat

    Dzieli mnie od Nagasaki To trochę tak, jakby urodzić się 1 listopada. Dziś film o Hiroszimie. I kto by kiedyś pomyślał, że potem będę miała w domu cząstkę Japon

  • Lucuś

    Przepatrując książki w antykwariacie natrafiłam na wybór opowiadań Mrożka, wydanych taniutko jako lektura szkolna. Bardzo ciekawa rzecz... zawsze aktualnością s

  • Nurtuje mnie takie...

    zapytanie, taki problem właściwie... Jak powinno wyglądać dobre opowiadanie humorystyczne, aby nie było głupie, a i per saldo nie smutne? A to wszystko pod wpły

Komentarze
2017/06/22 09:43:24
Przeniosłaś mnie tam.
Dziękuję! :)
-
2017/06/22 11:00:03
Ciekawie opisałaś tę ulicę, dziękuję za zdjęcia, nigdy tam nie byłam i pewnie nigdy tam nie pojadę, ale zobaczyłam oczami wyobrazni, dzięki Tobie, to miejsce.
-
2017/06/24 11:23:11
Witajcie, dziewczyny :). Taki obrazek zrobiłam po prostu tekstowo-zdjęciowy z tego, co mi przyszło do głowy po wizycie w małym kurorcie. Właściwie to Primorsko nie jest takie malutkie. Można chodzić po nim kilka godzin, ale i tak niewielkie w porówaniu z miastami. Turystyka dźwiga jakoś Bugarię w nowe czasy, choć widać, że to kraj uboższy jeszcze na razie troszkę, ale ludzie mili i radzą sobie. :)
Pozdrawiam Was :D
-
2017/06/24 21:03:34
Pozdrawiam, udanego weekendu! :)

View My Stats