Zwykle to, co odkrywamy po samodzielnych bojach, odkrył już przed nami ktoś inny, używał, nosił lub choćby tylko nosił się z zamiarem...
Blog > Komentarze do wpisu

Berling-Korczak

Rozpoczęcia roku szkolnego są o tyleż przyjemniejsze niż zakończenia, że są krótsze i tłok jest mniejszy. Mniej się męczą dzieciaki, nauczyciele i rodzice, choć, naturalnie, przyjemniej jest jechać na wakacje. Nawet jeśli ktoś ma wakacje skromniejsze (ze względów finansowych czy pracowych), opuszcza go stres. No, przynajmniej takiego rodzica jak ja, który w ciągu roku szkolnego jest także nauczycielem i zapasowym mózgiem własnego dziecka.

Tarosław przez wakacje poczynił pewne postępy (głównie jeśli chodzi o wzrost i ogólną wielkość, prawda...). Rankiem z pościeli wygląda średnio zarośnięty sasquach duża stopa, łapska się wydłużyły, facjata zmienia się z dziecięcej w chłopięcą. Niestety też zaczyna hormonalnie coraz bardziej się stawiać. 

– A czemu? A skąd wiesz? A dlaczego? O nie! Tak to ja nie chcę! 
Niby wszystko byłoby w porządku, gdyby nie... nasze spektrum. Autyzm bowiem jest obciążeniem dla całej rodziny, ciężkim, psychicznym, budzącym strach przed nadchodzącym rokiem szkolnym. Świadomi autyści wysokofunkcjonujący mogliby powiedzieć, że matka autysty jest osobnikiem z gruntu uprzywilejowanym z racji swojej neurotypowości, mogłaby tak twierdzić i część terapeutów, ale nie... tak nie jest. Lata myślenia o kimś i często za kogoś (bywa, że tych ktosiów jest więcej niż 1) powodują wyczerpanie i strach przed nadchodzącym... ot choćby rokiem szkolnym. To co nas nie zabija... nie zawsze nas wzmacnia. Oczywiście dzieciaki robią postępy, ale pewnych rzeczy długo jeszcze się nie przeskoczy. Z pozoru dzieci wysokofunkcjonujące wyglądają na zdrowe, zadbane i oceny nie najgorsze w tej poprzedniej klasie... ale to... jest okupione bardzo dużym wysiłkiem, często rezygnacją... Ale przecież jakoś trzeba iść do przodu.
Jeśli ktoś ma do pomocy kogoś z rodziny, to trochę łatwiej, a jeśli nie?
My nie mamy już dziadków, nasi bracia o tyle pomogą, o ile niczego nie chcą od nas... Podstoli fizycznie coś pomoże, ale zdaje się coraz częściej autem bez silnika, jeśli chodzi o edukację małego, o rozmowy... 
– Mamo, a wiesz... (dalej zdanie niegramatyczne, często niezrozumiałe) i złość kiedy po raz bilionowy próbuję uporządkować myśli w rosnącej głowie. I niezgoda na takie a nie inne załatwienie spraw. 

Dziś w szkole upór że on chce chodzić do grupy o wyższym poziomie i wymaganiach. No bo on chce... A czy może? No, niestety, jeszcze nie. Więc rozpacz – o nie! Zdaje sobie sprawę, że nie może i nie umie się z tym pogodzić. 
– No to walcz, powiadam i zaczynam żłobić 

Zabawne skojarzenie... z pracami wielu naszych tłumaczek... Kto uczył je przekładu? Języka polskiego? Poprawiam, redaguję, zachodzę w głowę jak to możliwe, żeby nie znać najprostszych zwrotów frazeologicznych... Przedziwna koniunkcja pracy z Taro i pracy redakcyjnej sprawia, że mój łeb funkcjonuje tak ciężko, jakby ktoś mi bronował mózg. Coraz częściej zamiast płynnej jasnej mowy, którą szlifowałam od małego, wychodzi mi z ust bełkot poprzedzony charakterystycznym – Eee... no tennn... no wiecie o co mi chodzi...? No on... Małgosiu. Oj, przepraszam Kasiu, to ciebie miałam na myśli.  Zrób... no wiesz co... Eee... uuu... ooo... i ten... 

A co Berlinga... to przegrał w naszej szkole z Korczakiem. To oczywiste. Szczerze mówiąc... chodziłam i do SP. im. Marcelego Nowotki w tzw. czerwonym Ostrowcu i do I LO im. Lenina i wcale nie wydaje mi się, aby z tego powodu moja wiedza stała na niższym poziomie w porównaniu z wieloma dzisiejszymi maturzystami... No więc takie buty, wicie, towarzyszu, rozumicie. Rzecz oczywista. Teraz pauperyzuje się inaczy... za pomocą tych no... mediów więcej... szersze, możliwości panie i konsumpcjonizm nie pomaga. Aż Was, zjadacze chleba w klyentów przerobi, a właściwie mięso supermarketowe, intenetowe i natacedające... Takiego narodu nam potrzeba, nie innego. 

Dziś jeszcze nie jestem tak zmęczona, ale pewnie już za 2 tygodnie... Taro też pełen obaw. Wie, jak będzie. Dobrze, że nauczyciele znani i przyjaźni. Dla dzieci autystycznych 8-letnia podstawówka jest w sumie... lepsza. Tak... 

Damy radę – pocieszamy się nawajem z koleżankami. Oczywiście, że damy i nasze dzieci też, tylko... 

poniedziałek, 04 września 2017, tani1

Polecane wpisy

  • Malyna

    Zasadzona w zeszłym roku mała sadzoneczka ma już owoce. I nie są to owoce z drzewa złego i dobrego, a z krzaczka maliny. Zrywam i zjadamy po 2-3 regularnie. A m

  • Złodzieje czasu...

    Złodzieje czasu, prawdziwi złodziejekradną czas sobie, dziwnie się tak dziejeże tylko ociupinkę jeszcze tam czy tupopracują, ukradną sobie trochę snu… 

  • Na ulicy Edelweiss...

    ...kwitną róże wszystkich kolorów, ulicą Edelweiss przechadzają się leniwie bezpańskie psy. Na ulicy Edelweiss domy biedne i domy bogate stoją opierając się o s

Komentarze
2017/09/05 15:10:44
"tylko" zabieram i chowam do kieszeni...
Dacie radę!
Ściskam! :)
-
2017/09/05 21:51:27
Oczywiście, ze dacie radę, a ty pewnie jeszcze dobierzesz sobie kogoś na barana. Może bezwiednie. Piątka !
-
2017/09/06 00:19:08
Dzięki, że wpadliście. Ja, w gruncie rzeczy nie potrzebuję wsparcia. Tylko taki strach mnie czasem bierze, więc se czasem człowiek pomarudzi.

Żaboćku: Piątunia.
-
2017/09/14 18:21:48
Strach bo ty jesteś myśląca, emocjonalna, zapobiegliwa. Taka Kowalska nie zaprzata sobie glowy co jutro, jej bezmyślność pozwala nocami spać spokojnie. Jak złapać balans?! Kto wie niech się zgłosi po wygraną
-
2017/09/14 22:13:16
Ana 19: Dzień dobry :). No my mamy to tak mamy, a jak dziecko jeszcze ma problemy, albo ktoś inny, to się staramy. Czasem za bardzo. Czasem przeszkadza doświadczenie (paradoksalnie), bo wiemy do jakich następstw to czy owo może doprowadzić. No tak to jest. Poza tym kobitki zwykle są bardzo emocjonalne taka nasza żmudzka uroda, jak Panny Oleńki Billewiczówny z Rycerzy Waligórskiego.
Przebóg, a cóż to za maszkara?
A to jest, panie Andrzeju, panna Oleńka Billewiczówna.
Ale czemu ona taka szpetna?
A... no taka jej żmudzka uroda.

View My Stats